W kwietniu ub. roku przyjechał do Polski Nick Vujicic, człowiek pozbawiony rąk i nóg, ale nie pozbawiony motywacji do życia i ewangelizowania. Myślę, że w naszym kraju jego przesłanie zostało w pełni przyjęte, jak przed laty stało się to z ideami sparaliżowanej Joni Eareckson, która jednak zajmowała się przede wszystkim uzdrowieniem ludzkiej duszy. Vujicic jest bardziej praktyczny: pokazuje „potęgę wiary w działaniu”.
Wspomaganie wiary jest bardzo potrzebne, bo nie każdy ma naturalne przekonanie o Boskim, opatrznościowym porządku tego świata. W Kościele katolickim widzialnymi znakami niewidzialnej łaski są sakramenty. Jest ich siedem, a cztery z nich dotyczą nas wszystkich (chrzest, bierzmowanie, Eucharystia, pokuta), dwa obejmują niektórych (małżeństwo, kapłaństwo), a jeden wspomaga ludzi chorych, starszych, zagrożonych chorobą.
W Starym Testamencie znajdujemy informacje o tym, że olej święty był używany do leczenia ran, w Nowym Testamencie służy do uzdrawiania chorych z różnych dolegliwości. Olej, który był nazywany lekarstwem Kościoła, pobłogosławiony w czasie mszy św., docierał do cierpiących poprzez ręce wiernych. Z dzisiejszej perspektywy przyjmuje się, że od V wieku namaszczenie chorych traktowano jako sakrament. Miał on nie tylko uzdrawiać, ale też przynosić ulgę, umacniać. W VIII wieku jedynymi jego szafarzami stali się kapłani. Dążenie do jednorazowości ważnych sakramentów sprawiło, że sakrament namaszczenia chorych stał się sakramentem umierających, przyjmowanym tuż przed śmiercią. I tak to pozostało do pierwszej połowy XX wieku.
Dopiero papież Pius XII (1876-1958) w swoich encyklikach odnowił pojęcie świętego namaszczenia chorych. Sakramentu udzielają wyznaczeni kapłani, można go przyjmować wielokrotnie, także w ciągu tej samej choroby. Świętym balsamem jest oliwa z oliwek poświęcona przez biskupa w czasie Mszy św. krzyżma w Wielki Czwartek.
Według teologicznej wykładni poprzez sakrament działa sam Chrystus. Nie każdy chory, nawet ten zakorzeniony w Kościele katolickim, chce przyjąć sakrament, który z powodu wielowiekowej tradycji kojarzy się z ostatnim pożegnaniem, a nie odnowieniem sił ducha i ciała. Myślę, że trzeba będzie lat, żeby w świadomości wiernych ostatnie namaszczenie stało się namaszczeniem chorych. Zachęca do tego już List św. Jakuba: „Choruje ktoś wśród was? Niech sprowadzi kapłanów Kościoła, by się modlili nad nim i namaścili go olejem w imię Pana. A modlitwa pełna wiary będzie dla chorego ratunkiem i Pan go podźwignie, a jeśliby popełnił grzechy, będą mu odpuszczone” (5, 14-15, Biblia Tysiaclecia).
Jeżeli mocne słowa takich ewangelizatorów jak Vujicic i Eareckson potrafią zmienić ludzkie życie, to tym bardziej sam Chrystus umocni i podźwignie każdego, kto się do Niego zwróci. Tym bardziej, że Chrystus jest bardziej dostępny niż znany ewangelizator…
