Na Słowo…

cross-1261976_1920 „Błogosławiony Bóg i Ojciec Pana naszego Jezusa Chrystusa, Ojciec miłosierdzia i Bóg wszelkiej pociechy, Ten, który nas pociesza w każdym naszym utrapieniu, byśmy sami mogli pocieszać tych, co są w jakiejkolwiek udręce, pociechą, której doznajemy od Boga. Jak bowiem obfitują w nas cierpienia Chrystusa, tak też wielkiej doznajemy przez Chrystusa pociechy”. 2 Kor 1,3-5 (Biblia Tysiąclecia)

Młodość ma to do siebie, że nie szanuje czasu. Nawet zdobywanie mądrości odkłada na później. Nie zadowala się refleksją, wszystkiego musi spróbować, także zła.

Dorosłość porządkuje beztroskę młodości, ale jak to w życiu – nie da się już zdobyć tych doświadczeń, które się kiedyś odrzuciło.

Moja dojrzałość nie jest potrzebna tylko mnie, może nawet bardziej służy tym, którzy są obok.

Znalazłam się kiedyś w trudnej sytuacji, nie umiałam jej podołać ani psychicznie, ani duchowo. Zabrakło tych zlekceważonych prawd, nieprzyjętych i niezadomowionych w duszy i w sercu.

Mogę kogoś pocieszać bez przekonania, ale wtedy oboje pozostaniemy niepocieszeni.

Nie można zdobyć wewnętrznej mocy w chwili, kiedy jest ona potrzebna.

Dać się pocieszyć Bogu to znaczy z Nim być, odnajdywać Go w sobie, dawać Mu przestrzeń. Nie uciekać.


Na słowo można komuś uwierzyć lub czegoś po kimś oczekiwać, na słowo można z kimś wyjść i zostać…

 

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *