W październiku tego roku została wydana następna autorska, z niewielką pomocą przyjaciół, płyta Marcina Stycznia o enigmatycznym tytule „10/40”. Wtajemniczeni wiedzą, że jest to dziesiąta płyta na czterdzieste urodziny Artysty, który tę „serialową” granicę przekroczył dwudziestego drugiego października.
Ale nie jest to wybór nagrań z minionych lat, lecz płyta premierowa, na której znalazły się też znane wcześniej słuchaczom piosenki: „Madonna od popaprańców”, „Chicagowski wiatr” czy „Płacz”. Od wydania płyty „Zbieg”, o której tu pisałam, upłynęły dwa lata, ale to nie znaczy, że w muzycznym życiu Marcina Stycznia nic się wtedy nie działo. Przed rokiem ukazała się płyta „Lubię gadać z Leonardem”, tym razem była to propozycja tylko po części autorska. Niewątpliwie autorski był dobór piosenek Leonarda Cohena, zamieszczonych na tej płycie, a także tłumaczenie ich tekstów. Po śmierci barda wielu wykonawców sięga po jego utwory i rzadko są to próby nieudane. „Lubię gadać z Leonardem” jest propozycją niezwykle przemyślaną i dopracowaną. Znakomite aranżacje, dbałość o wybrzmienie każdego pojedynczego dźwięku, jednolity muzyczny styl i jego wielka dyskrecja, tło dla tekstów i głosu wykonawcy. I w tym bogactwie słów, i akordów niezwykła prostota przekazu. Dobór piosenek nie był przypadkowy, bo one, zwłaszcza tekstowo, tworzą całość, zawieszone pomiędzy niebem a piekłem, światłem a ciemnością; mocno skontrastowane, z przewagą mrocznych barw i tonów. Płyta z coverami, ale jednak naznaczona osobowością Stycznia jako wykonawcy i jednocześnie tłumacza tekstów Cohena. Kiedy oswoimy się z tym skomplikowanym światem cohenowskich intuicji i lęków, jest nam trudno niego wyjść, bo nie tylko ostrzegają, ale także koją i uspokajają. Myślę, że powstała płyta, która się nie zestarzeje i będzie wciąż inspirująca.

Ale Artysta już poszedł dalej i nagrał „10/40”. Mimo rozmaitych stylów muzycznych (mieszanka popu, rocka, folku) jest to płyta konsekwentnie poprowadzona ze względu na teksty, które kierują słuchacza przez jego własne i cudze życie. Od „Płaczu” dziecka będącego także w nas i szukającego złagodzenia doświadczeń, może także win, aż po „Pomiędzy innymi samymi”, które jest przepełnione akceptacją i otwartością na zewnętrzny świat, podobnie jak „Tańczący promień”. To taka muzyczna podróż po ludzkich emocjach, czasem niezwykle czystych, intensywnych, jak te związane z narodzinami dziecka („Kołysanka dla Klary”, „W tym śnie”), mniej klarownych, poszarpanych, utrudzonych miłością („Placebo”), ufnych („Pierścień spokoju”, „Jeszcze mocniej mnie pokochaj”), z duchowym podtekstem („Zraniony uzdrowiciel”, „Cierpię, więc jestem”, „Oto jest czas”), świadomych ludzkich słabości („Chicagowski wiatr”). Niektóre piosenki mają swoją osobną historię, jak „Biała dama”, która podobno zjawia się kierowcom, a jest duchem młodej kobiety, ofiary wypadku samochodowego w latach 20. ubiegłego wieku w Chicago. Takie było natchnienie autora, ale jeśli ktoś zobaczy w tym obraz pani wyłaniającej się nagle ze śnieżnej zamieci, w niewspółczesnym stroju i o dziwnym celu wycieczki – też sobie do tego swoją historyjkę dopowie, śniegowa zawierucha tworzy irracjonalne obrazy. Szkoda, że przypowieść o białej damie nie znalazła się w książeczce dołączonej do płyty. Jest jeszcze „Madonna od popaprańców” w wersji studyjnej, jeden ze „sztandarowych” utworów Marcina Stycznia, dedykowany Pani Małgosi Bryll. W emocjonalnej podróży możemy tej piosence wyznaczyć miejsce portu wytchnienia i ulgi. To jedna z piękniejszych pieśni Stycznia i dobrze, że została wprowadzona do dyskografii.
Konsekwentnie są to piosenki poetyckie, ze znaczącymi tekstami, i znakomicie dobraną do ich nastroju muzyką, która podkreśla treść, a czasem łagodzi ich wymowę. Układ piosenek sprawia, że słuchacz z takim samym zaciekawieniem odbiera pierwszą i ostatnią, nie ma tu miejsca na rozproszenie czy nudę. Po wielokrotnym przesłuchaniu „10/40” w pamięci odbiorcy piosenki odtwarzają się same. Nie tylko te ulubione (moje to: „Jeszcze mocniej mnie pokochaj”, „Pierścień spokoju” i „Pomiędzy innymi samymi”), ale i wszystkie pozostałe, przyjazne słuchaczowi. Płytę starannie opracował graficznie Paweł Kęska. Skoncentrował się na stonowanym, refleksyjnym portrecie jubilata.
Niewielka pomoc przyjaciół w tworzeniu płyty obejmuje piosenki „Chicagowski wiatr” i „Biała dama”, których współkompozytorem jest gitarzysta i aranżer Tomasz Pfeiffer, tekst „Placebo” napisała Barbara Jurga, a „Jeszcze mocniej mnie pokochaj” – Arkadiusz Knapkiewicz. Piosenka „Pierścień spokoju” została skomponowana przez Stycznia do wiersza Paula Eluarda, w tłumaczeniu M. Leśniewskiej. Wokalnie wspiera Artystę Marta Zalewska, podobnie jak na płycie cohenowskiej. Jest więcej powiązań pomiędzy tymi płytami: aranżerzy, inżynier dźwięku… Ta zbieżność jest „słyszalna” w sposobie realizacji warstwy muzycznej, rozłożenia instrumentalnych akcentów. Obie płyty (ale pierwszą był „Zbieg”), zostały wydane na zasadzie crowdfundingu na różnych portalach, które się takimi akcjami zajmują. Współproducentami płyty są potencjalni nabywcy, zapewniają sobie egzemplarz płyty z autografem, z dostawą do domu, a także inne atrakcje, jeśli wybiorą droższe opcje. Można poprzestać na fotografii z podpisem wykonawcy, a można też zamówić koncert z towarzyszeniem zespołu. Myślę, że to bardzo dobry pomysł, wtedy fan przestaje być osobą anonimową, ma imię, nazwisko i już nieobcą twarz na profilu społecznościowym artysty. Fan page, jeśli jest sumiennie redagowany, wprowadza odbiorców w cykl produkcji płyty, pozwala wcześniej poznać teksty utworów oraz ich źródło. Marcina Stycznia zafascynowały myśli filozofa Nikołaja Bierdiajewa, (1874-1948). Pieśniarz pisał na Facebooku ósmego listopada bieżącego roku: „Zajmował go problem zła i absurd nienawiści świata do dobra; mękę Chrystusa interpretował jako wejście Boga w najgłębszą warstwę człowieczeństwa, co pozwoliło mu sparafrazować kartezjańską figurę: >Cierpię, więc jestem<”. Stąd wziął się tekst piosenki pod tym samym tytułem. Jest to cenny kontekst do jej lepszego zrozumienia.
Muzyka takich twórców, jak Marcin Styczeń, rozprzestrzenia się dzięki ludziom. To oni przekazują sobie płyty, linki, informacje o koncertach, nie ma tu miejsca dla drogich reklam i innych środków medialnego przymusu. I choć ulubionym artystom życzy się sukcesu na miarę ich marzeń, to myślę, że ten najważniejszy, w uszach i sercach słuchaczy, został już osiągnięty.
Zdjęcia płyt pochodzą z internetowej strony Marcina Stycznia.
Płyta „10/40” elektronicznie.
