Przepisy prawa powinny być wobec osób niepełnosprawnych nie tylko przyjazne, ale jednoznaczne w treści i liczyć się ograniczeniami, które w sposób zasadniczy wpływają na naszą zdolność do realizacji wymagań rozmaitych urzędów.
Nie dla każdego Polaka głosowanie w wyborach parlamentarnych i prezydenckich jest bezdyskusyjną powinnością. Wielu w nich nie uczestniczy i dziwią się postępowaniu tych osób, które podejmują specjalny wysiłek, żeby móc temu społecznemu zobowiązaniu sprostać. „Że też ci się chce…” – mówią i uśmiechają się lekko, z ironią czy wyższością.
Nie jest to pytanie, więc nikt nie oczekuje ode mnie odpowiedzi. Ale przecież wiem, dlaczego to robię i jestem o swoich racjach przekonana. Uważam, że nowe prawa nie powstają jedynie dla zasady. Same przepisy o niczym nie decydują, bo są zaledwie wstępem do właściwych działań. Skoro jednak zaistniały w prawodawstwie kraju, to trzeba ich teraz używać, bo zwykle są niedopracowane, wymagają poprawek, które dopiero w pełni przystosują je do realnego życia. A jeśli chcemy kontynuacji nowych praw, nowych ułatwień dla nas, osób niepełnosprawnych, musimy je dostrzegać i z nich korzystać.
Kiedy w 2011 roku po raz pierwszy głosowałam korespondencyjnie w wyborach do Sejmu i Senatu, musiałam najpierw pokonać telefonicznie kręty tor przeszkód. Zaczęłam od wydziału spraw obywatelskich urzędu miejskiego, skąd odesłano mnie do wydziału ewidencji ludności, stamtąd do kancelarii prezydenta i na koniec do wydziału administracyjno-organizacyjnego, gdzie wreszcie mogłam porozmawiać z kompetentną urzędniczką, która poinstruowała mnie dokładnie, jakie czynności powinnam wykonać. Przy okazji dowiedziałam się, że głosowanie korespondencyjne podlega wydziałowi spraw obywatelskich. Na moją nieśmiałą sugestię, że tamtejsi pracownicy nic o tym nie wiedzą, urzędniczka obiecała, że ich powiadomi…
W informatorach na temat głosowania korespondencyjnego istnieje zapis, że chęć głosowania można zgłosić telefonicznie, faksem, mailowo. Ale to nie wystarczy, trzeba jeszcze wypełnić kartę zgłoszenia i dostarczyć w określonym terminie do urzędu miejskiego. Zwykle wysyłam zgłoszenie pocztą. Raz jeden prosiłam sąsiada o dostarczenie dokumentów do urzędu, bo w dniu, kiedy sobie o wyborach przypomniałam, mijał termin ich składania. Wcześniej odbyłam rozmowę telefoniczną z urzędniczką. Zapytałam ją, czy nie mogłabym przesłać dokumentów mailem. „Nie, bo zgłoszenie musi być własnoręcznie podpisane”. Powiedziałam, że wypełnię zgłoszenie, wydrukuję, podpiszę, zeskanuję i skan (razem ze skanem orzeczenia o grupie), wyślę mailem. „Nie, bo to nie to samo”. Dla mnie to samo, ale urzędnik ma wytyczne i musi je skrupulatnie wypełniać.
W 2015 roku w wyborach prezydenckich przywilej głosowania korespondencyjnego miał już każdy obywatel Polski. Z tego prostego powodu nie musiałam do zgłoszenia dołączać orzeczenia o grupie inwalidzkiej. A jednak zażądano tego ode mnie. Dlaczego? Urzędnik nie umiał wyciągnąć praktycznych konsekwencji z nowych przepisów prawa.
Przepisy prawne podlegają interpretacji, więc służą ludziom najlepiej, kiedy ich brzmienie jest jednoznaczne, nie budzi wątpliwości. Kiedyś dostałam wezwanie z urzędu skarbowego, chodziło o kontrolę dokonanych odliczeń podatkowych. Dzwonię do urzędnika, który podpisał się pod wezwaniem i mówię, że nie opuszczam mieszkania i nie mam kogo wysłać z dokumentami do niego, bo moja mama też ma kłopoty zdrowotne. Na moją sugestię, że mógłby się do mnie sam pofatygować, pan odpowiedział: „My po domach nie chodzimy”. W rezultacie musiałam zeskanować i wydrukować dwanaście dowodów wpłaty za Internet, dołączyć orzeczenie o grupie i dane osobowe przewodnika, i to wszystko wysłać listem poleconym do urzędu. W ramach kontroli skarbowej nie powinnam urzędnikowi utrudniać wykonywanych czynności, ale czy powinnam je aż tak ułatwiać?… Gdy już ochłonęłam ze wzburzenia, zadzwoniłam na ogólnopolską infolinię podatkową. Konsultantka odnalazła w „Ordynacji podatkowej” artykuł 155, paragraf 2, który brzmi: „Jeżeli osoba wezwana nie może stawić się z powodu choroby, kalectwa lub innej ważnej przyczyny, organ podatkowy może przyjąć wyjaśnienie lub zeznanie albo dokonać czynności w miejscu pobytu tej osoby”. Może…
Innym razem miałam podpisać umowę o dotację na zakup komputera. Musiałam notarialnie ustanowić swojego pełnomocnika. Dopiero ósmy czy dziewiąty notariusz zgodził się przyjść do domu. Notariusz musiał być obecny przy składaniu przeze mnie podpisu na pełnomocnictwie. Za tę usługę zarobek jest znikomy, więc nikt się nie kwapił. Sam urzędnik, z którym mama podpisywała umowę o dotację, przyznał, że mógł przyjść do domu.
Najprostszym sprawom trzeba poświęcić tyle czasu i energii, że wystarczyłoby ich na zagadnienia o wiele trudniejsze… A wystarczyłby krótki zapis o prawie wyboru do wyboru sposobu realizacji obywatelskich praw i obowiązków.
Likwidacja głosowania korespondencyjnego dla wszystkich grup społecznych była pomysłem nietrafionym. Nie ułatwiałabym tak życia ogółowi obywateli, bo skoro sami nie chcą się pofatygować do urn, co jest wygodnym sposobem na oddanie głosu, to tym bardziej nie podejmą trudu głosowania korespondencyjnego, które jest obwarowane czasochłonnymi procedurami. Ale dla wielu osób niepełnosprawnych jest to jedyna możliwość pełnego uczestniczenia w życiu społecznym. Te głosy zapewne nie decydują o losach polityków i partii, jednak są znaczące dla nas samych…
