Gdzie w świecie realnym spotkamy geniusza jednej piosenki, gwiazdę jednego serialu, mistrza jednego skoku? Zwykłemu człowiekowi raz coś się uda, a raz nie, przy czym porażek jest więcej. I emocje wymieszane są jak w shakerze – sprzeczne, trudne do uporządkowania.
Opowiadała mi pewna starsza pani, jak to znajoma poprosiła ją o załatwienie pilnej a trudnej sprawy. Pani ta ma społecznikowską żyłkę, podjęła się zadania i dość szybko załatwiła sprawę z dobrym skutkiem. Uradowana pobiegła do znajomej, żeby przekazać tę jakże pocieszającą nowinę. Ale od progu została potraktowana co najmniej dziwnie. Znajoma o niczym nie chciała słyszeć, zaprowadziła ową panią do pokoju, posadziła przed telewizorem i rzekła z pośpiechem, że porozmawiają po emisji odcinka serialu, który już się zaczął. I tak społeczniczka, która na co dzień nie ma czasu na oglądanie telewizji, straciła całą godzinę i dopiero po filmie mogła przekazać dobre wieści, za które zresztą nikt jej nie podziękował… Ale bardziej żałowała straconych bezpowrotnie sześćdziesięciu minut.
Towarzyski savoir-vivre wzbogacił się o nowe zasady. Zanim zatelefonuję do niektórych osób, muszę popatrzeć na zegar i zastanowić się, czy nie oglądają właśnie ulubionego serialu albo rozrywkowego show. Trzeba być zorientowanym, kto i co ogląda, i kiedy. Rozmowa z osobą zafascynowaną intrygami sułtanki Hürrem, która w tym momencie knuje na ekranie następny spisek, jest oficjalna i bezowocna. Niekiedy dzwonię o właściwej porze, ale nie mam tej wiedzy, że rozmówca poszerzył swój dzienny zakres oglądania o nowy serial. Odnotowuję ten fakt w pamięci. Współczuję tym, którzy nieświadomi zwyczajów gospodarza, udają się osobiście z wizytą. Spędzą czas tak, jak starsza pani albo zostaną zdawkowo potraktowani.
Można zaryzykować stwierdzenie, że Internet i satelitarne telewizje kablowe przyczyniły się do spadku poczucia osamotnienia wśród osób starszych i chorych, niewychodzących z domu. Pamiętam jeszcze audycje radiowe, telewizyjne, specjalne kąciki w czasopismach przeznaczone dla ludzi samotnych. Teraz nie zauważam podobnych inicjatyw. Pojawiają się jedynie ogłoszenia towarzyskie, a właściwie to już matrymonialne, a także anonse więźniów, którzy tak naprawdę też szukają szczęścia osobistego.
Jest to jakaś recepta na brak ludzi wokół: seriale, rozrywka, teleturnieje, polityka, sport. Ale ten świat telewizyjny ma jeden wymiar i mimo obrazu nasyconego wieloma kolorami narzuca odbiorcy wybór „albo-albo” wobec przedstawionych treści. Głównie z tego powodu jest to świat bezpieczny i prosty; wybieram to, co akceptuję.
Zagrożenie zaczyna się wtedy, kiedy ta wykreowana, sztuczna rzeczywistość zaczyna być ważniejsza od prawdziwego życia. Kiedy odcinek ulubionego serialu (który zresztą będzie później wielokrotnie powtarzany), ma większe znaczenie niż wizyta gościa, żywego człowieka. Bohater telewizyjny nie poprosi o pożyczkę czy inną formę pomocy… Odwiedzający przynosi ze sobą swoje sprawy, nie zawsze da się je łatwo sklasyfikować i ocenić na „tak” lub „nie”, i zapomnieć.
Telewizja serwuje czyste emocje i każe wierzyć, że one takie powinny być. Oto w programie muzycznym, wyłaniającym wokalne talenty, występuje młody zdolny mężczyzna. Śpiewa – i jurorzy płaczą z emocji. Objawienie, geniusz. To nic, że w następnym odcinku ten sam mężczyzna zostanie zbesztany, powiedzą mu, że fałszuje i nie ma dykcji. Kto się zastanowi nad niespójnością tych zdarzeń…
Kiedyś media okłamywały, dzisiaj tylko bałamucą. Bierne oglądanie telewizji to najlepsze źródło rozrywki, gdy już nie mamy dość sił na aktywność w prawdziwym świecie. Odwracanie proporcji jest bezpowrotną stratą życiowej energii.
