
Ciepła barwa głosu, nienaganna dykcja, melodyjne piosenki z własnymi, przemyślanymi tekstami lub muzyka pisana do wierszy znanych i mniej znanych poetów, kameralny zespół, gitarowe brzmienie – to cechy wykonawstwa i twórczości pieśniarza, kompozytora, gitarzysty Marcina Stycznia.
Marcin Styczeń jest zaliczany do wykonawców muzyki chrześcijańskiej, gatunku niszowego, przeznaczonego dla tych, którzy sami go poszukują. To jest najlepsza cecha twórczości niekomercyjnej – trafia do odbiorców świadomych swoich potrzeb, a więc nieprzypadkowych i nieobojętnych. Może sami wykonawcy woleliby zaistnieć dla szerszego kręgu słuchaczy, ale po części ta ambicja się spełnia dzięki rozbudowanej sieci radiostacji katolickich i tematycznego radia internetowego.
Pierwsza autorska płyta Stycznia „21 gramów” ukazała się w 2008 roku. Potem przyszedł czas na współpracę z Ernestem Bryllem, do jego wierszy Styczeń komponował muzykę. Powstały wtedy cztery płyty CD, a także koncert live na DVD. Po ośmiu latach przerwy, w lutym tego roku, pojawiła się na rynku muzycznym następna autorska płyta pieśniarza. Sponsorami albumu „Zbieg” byli użytkownicy portalu PolakPotrafi.pl, którzy też złożyli się na teledysk do tytułowej piosenki i promocję płyty w rozgłośniach radiowych.
Dla adresata piosenek Stycznia ma znaczenie duchowy fundament jego tekstów. W krótkim wstępie do „Zbiega” autor wymienia tytuły utworów, które powstały wprost z medytacji; śmiem twierdzić, że nad paroma innymi też ciąży kontemplacyjna przeszłość… Ten kontekst jest niezbędny, żeby sens piosenki nie umknął naszej uwadze. Styczeń pisze również wiersze, o czym wiedzą czytelnicy jego bloga. Poetycki sposób wyrażania myśli dodaje lekkości piosenkowym tekstom. Warto je przeczytać, są zawarte w książeczce dołączonej do płyty. Ich wymowa jest znacznie bogatsza niż sugeruje to piosenka, która na płycie może mieć tylko jedną interpretację.
Płyta ma dwa nurty tekstowe – medytacyjny oraz bardzo osobisty rozrachunek z przeszłością. W warstwie muzycznej przeważają frazy balladowe, które są urozmaicane melodiami w innym metrum – z gorącymi rytmami włącznie.
Medytacyjne treści odsłaniają poziomy jedności – ze sobą, z Bogiem, z czasem obecnym (z chwilą, teraźniejszością, czy jak to sobie nazwiemy). „Medytacja jest odmową przerzucenia naszych lęków gdzie indziej i nauką mierzenia się z nimi w sobie i w Bogu” – pisze franciszkanin, o. Richard Rohr w książce „Poruszyć światem. Kontemplacyjna postawa i modlitwa działania” (Tyniec, Wyd. Benedyktynów). Tytułowy „Zbieg”, „Myśli jak motyle”, „Obłok niewiedzy” rozpoczynają tę trudną drogę modlitwy, która mozolnie opróżnia umysł, by napełnić serce. Trwanie w Bożej obecności jest tylko otwarciem się na ciszę, w której On jest zawsze. A my niekiedy bywamy. O tym, jak zmienia się wszystko dzięki naszej uważności, opowiadają piosenki „Na dwa głosy” (dla mnie najpiękniejszy utwór na tej płycie), „Naga chwila”, „Dwie panie P., i jedna pani T.”, a także „Wszystko ma swoje miejsce” – ostatni tekst, który nas zaskakuje, bo płyta nagle się kończy pozostawiając niedosyt; chciałoby się więcej…
Zmagamy się z przeszłością, która pozostawia cienie i znaki na naszym życiu, zniewala nas i zniechęca. Jesteśmy, a jakby nas nie było, „Tylko rytm” serca i krwi przeczy temu nieistnieniu, biologiczne życie domaga się dopełnienia, sensu. „Mój ogień” pokazuje, do czego jest nam potrzebny gniew – niekoniecznie do tego, żeby go zwalczać… Przejmująca piosenka „Zamroziłem swoje serce” traci nieco na dramaturgii przez wprowadzoną wokalizę, która do złudzenia przypomina tę z „Child in time” Deep Purple. Może w wersji koncertowej lepiej spełnia swoją rolę, daje czas na refleksje, emocje. Te ostatnie zresztą też są obecne na płycie. I w całym swoim skomplikowaniu – „On, czyli ja”, i w wielkiej prostocie – „Emilia”. Ta imienna piosenka, obok „Zbiega”, nadaje się na promujący całe przedsięwzięcie przebój. Utwór „On, czyli ja” powstał jeszcze w studenckim okresie twórczości Stycznia i jego stylistyka nieco odbiega od konwencji płyty. Przede wszystkim tekst nie pozostawia odbiorcy ożywczej nadziei, punktu zaczepienia. Myślę, że to nagranie, skoro autor chciał je umieścić w swojej dyskografii, powinno zostać dodane jako bonus.
Dla wiernych fanów Marcina Stycznia, do których się zaliczam, „Zbieg” jest wyczekiwanym i docenionym darem. Dla pozostałych może stać się początkiem kameralnej przygody, która pozwala spotkać się ze sobą i z innymi w muzyce. Tym bardziej, że trwa promocyjna trasa koncertowa Marcina Stycznia i jego zespołu.
Na okładce płyty wykonane w sepii zdjęcie wokalisty z gitarą – zbiega, wędrowca, pielgrzyma… Kimkolwiek jest, prowadzi go droga. I o wspólnocie naszych dróg jest ta płyta.
——————————–
Marcin Styczeń (rocznik 1978) – dziennikarz radiowy i telewizyjny, pieśniarz i kompozytor, wydawca swoich płyt. Prowadzi stronę internetową a także kanał na You Tube.
